sobota, 19 listopada 2011

Październik`11 - "Moje Bieszczady czyli Trzech Crosarzy" - Tatry, Żywiecki, Sowie

Relację zacznę cytatem z I84 :

„O Bieszczadach marzę od dawna- i to właśnie o tych jesiennych...”

Plan powstał w Poznaniu. Szybki i treściwy. Bieszczady!. Skład : Ja, Sauka, Kiki. Po ślubie mojego brata do załogi dołączył Dastin. W sumie to był zarys, który kształtów nabrał dopiero na miejscu, u mnie we Wrocławiu. Przeliczenie gotówki, pożyczki i zadłużenia. Już wtedy każdy z nas wiedział że do Ustrzyk Górnych jeśli dojedziemy to totalnie spłukani ale co tam namiot jest można jechać! Po głębszym przemyśleniu sprawy postanawiam zrezygnować z jednego członka załogi którym jest mój pies Sauka (to była bardzo dobra decyzja) : ( . Z każdym kilometrem w stronę Krakowa plan nabierał rumieńców. Najpierw radio: „…pierwszy śnieg w Beskidach i Bieszczadach…” później auto Corsa które zamiast planowanych 6l/100km spalało blisko ósemki. Modyfikacja planu polegała na zmianie trasy z Ustrzyk na Zakopane. Kiki spisał się dzielnie i załatwił nocleg w bardzo przyjemnej cenie na „Campingu Pod Krokwią”. Wstępnie po kilku dniach w Tatrach chcieliśmy jechać dalej na Beskid Sądecki. Na miejsce dojechaliśmy o w miarę sensownej porze, która pozwoliła się spokojnie zadomowić i zdobyć pobliski Nosal (1206npm). 



W nocy pada deszcz, w górach z pewnością śnieg. My w przytulnym kamperze pijemy herbatę z prądem Poranek wita nas mgliście. Plan na dziś: Murowaniec! a potem się zobaczy. Pomimo niesprzyjającej aury ochoczo idziemy na szlak. Śniegu ok. 30cm, świeży, mokry i niezwiązany z podłożem. Cały czas idziemy w chmurze. W połowie drogi do schronu, z powodów osobistych Dastin musi zawrócić i udaje się na stację PKP. My idziemy dalej. W Murowańcu odnowa. Zmiana ciuchów, suszenie, popasik i mega mocna kawa : ) Całą drogę Kiki wspomina że chce zrobić „drogę pokutną” i musi dziś dostać po dupie. Rozważam Kościelec Mały. Na papierosie, podczas obserwacji aury szybko wybijam sobie ten plan z głowy i postanawiamy wejść żółtym szlakiem na Kasprowy. To była (kolejna) dobra decyzja. Wzmaga się wiatr, silny i zimny, śnieg po kolana a trasa słabo przetarta. Na Kasprowy docieramy w miarę szybko ale totalnie zmęczeni i głodni (całą trasę dajemy sobie sygnały głosowe, widoczność ok. 15m a ja wydarłem do przodu). Kolejny popasik, szuszenie i zmiana ciuchów. Tym razem czujemy się jak z innej planety pośrodku szpilek, kozaczków i marynarek ale jest sucho i git! Badamy siły i po chwili wątpliwości ruszamy szlakiem zielonym w kierunku Kuźnic.  






W konkursie na obuwie wierzchniowe wygrywają: Trzy nastolatki idące późną porą na Kasprowy zielonym szlakiem w trampkach i obcisłych dżinsach. : )

Po odejściu Dastina (i jego funduszu paliwowego) wiemy już na 100% że znów Bieszczady nie będą nam dane. Szybki telefon do cywilizacji (dzięki Natalia ; ) i wiemy że jutro ma być ostatni pogodny dzień w rejonie. W nocy rozważamy opcję. Ja wiem jedno: chce spojrzeć na Tatry z perspektywy kilkunastu kilometrów. Proponuję Pieniny a magazyn „n.p.m” Sokolą Perć. Jednak po „namowach” Kikiego (Który uparcie twierdził że Beskidy są: „płaskie, niewymagające i nudne!”) Stanowczo stawiam na Babią Górę. Całą trasę w stronę BPN szczyt schowany jest w chmurach. Na miejscu iście jesiennie. Zieleń, żółć, brąz. Im wyżej tym zimniej i więcej śniegu. Na głównej grani oblodzenia i bardzo silny wiatr, przez który na Babią docieram totalnie przewiany. Wszystkie niedogodności drogi wynagradza przejaśnienie. Z wierzchołka widać piękną panoramę zarówno Tatr jak i Beskidów. Wracamy tą samą drogą którą przyszliśmy. Autem zwiedzamy kawałek Słowacji a Babia Góra znów tonie w chmurach…. 







Babia Góra skradła mi serce. Muszę tam wrócić zimą z kuzynem!

W kamperze, przy grzanym Słowackim piwku obmyślamy plan na dzień następny: zobaczymy pogode! I zdecydujemy!.W nocy pada nad ranem pada… w Corsie brak oleju a bena na wyczerpaniu. Kiki reanimuje auto, załatwia olej i inne płyny chłodnicze. Po telefonie do Fryty (który siedzi w Lądku Zdrój) dowiadujemy się że w Sudetach od jutra przejaśnienia. Z uwagi na aurę plan na Dolinę Kościeliskom odpada. Pakowanie, regulowanie rachunku i sru w Piz du. Kraków -> Strzelin -> Dzierżoniów -> Jugów. Do Zygmuntówki docieramy w totalnej mgle, bez mapy na czuja po ciemku. O samym schronisku i górach Sowich nie będę się rozpisywał. To po prostu jest esencja mojego górskiego łazikowania. Klimat, kominek i domowa atmosfera. Od rana wita nas ładna pogoda z odrobiną zachmurzeń. Cel bardzo luźny: idziemy na grzyby w kierunku Wielkiej Sowy. Po bardzo udanym spacerze wymieniamy ostatnie rozmowy z właścicielem. Namawiamy go żeby przedłużył dzierżawę zjadamy jego pyszne naleśniki i ruszamy w stronę Wrocławskiej cywilizacji…  




I tak po raz kolejny w Bieszczady nie dojechałem.
I tak po raz kolejny kończę górską włóczęgę w Sudetach Wałbrzyskich.

Dziękuje wszystkim! Uniowi, Dastinowi, Kikiemu. Wszystkim!. Aby więcej takich przeżyć! 

Trochę zdjęć z cyfry :
Na Nosal


Kuźnice - Murowaniec - Kasprowy - Kuźnice



Beskid Żywiecki





  
nasz transport, główny kierowca i "biwak"




Sudety Wałbrzyskie

  






Corsa RULZ !
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga

PRAWA AUTORSKIE

Zgodnie z ust. z dn. 4.02.1994 r o prawie autorskim i prawach pokrewnych, wszystkie fotografie umieszczone w tej galerii stanowią moją własność. Kopiowanie i rozpowszechnianie ich w jakiejkolwiek formie, bez mojej zgody, jest zabronione.