sobota, 19 listopada 2011

Październik`11 "Kapelusze we Mgle" - Wrocław/Wojnów

- Są Góry, są Szlaki. SZLAK MIEJSKI - " Kapelusze we mgle"

Z biegiem tygodnia opcji/pomysłów weekendowych przybywało. Planem pierwotnym były góry Stołowe (stopem), planem rezerwowym (alkoholowa) destrukcja w Poznaniu a wykonanym Wojnów (rowerem). Decyzję podjąłem dopiero w piątek, ślęcząc nad pustym portfelem i mapą Wrocławia. Pierwszą trasę nakreśliłem mocno poglądowo. Tarnogaj -> Park Wschodni ->(jakoś przez) Bierdzany -> Wyspa Opatowicka -> Las Starachociński -> Wojnów.
Park Wschodni, jak zresztą cały poranek, spowity we mgle. Kilku biegaczy i garstka psich towarzyszy. Wokół dość mrocznie: moczary, kładki, małe bagniste oczka wodne. Teren oceniam na plus, objeżdżam cały i niestety nie znajduję przejazdu dalej. Żeby się przedostać zabrakło tylko wysokich kaloszy lub brawury na rowerze. (w głowie powstaje chora wizja „W Woderach przez Bierdzany). 



Robię przerwę na papieros i nakreślam nową wstępną trasę: Park Wschodni -> KRAKOWSKA -> Kładka Zwierzyniecka -> Wrocław Swojczyce -> Wojnów. Trasa mocno przy ulica. Po drodze uwagę moją przykuwa ceglana opuszczona wieża. Od spawacza dowiaduje się, że to teren ćwiczebny PSP. Na Swojczycach przejeżdżam obok fabryki VOLVO a znaki drogowe mówią "Uwaga głuchoniemi". Na pobliskim dworcu robię krótką przerwę, po której docieram na miejsce.  






Wojnów to miejsce, jakie lubię. Spokojne, biedne przedmieścia Gdzieniegdzie kontrastują bogatsze domy ale rozmywają się wśród podmiejskiego życia i poniemieckiej architektury. Opuszczam teren zabudowany i jadę w stronę celu głównego, czyli: Gradów Odrzańskich (objętych projektem Natura2000). Grady, które odwiedziłem to podmokły, polny teren miejscami bagnisty. Wzdłuż rozciągają się wały a gdzieniegdzie groble. Badam dokładnie cały teren, odnajduję miejsce na ognisko i robię popas. 








Po mocnej kawie nakreślam (kolejną już) trasę: Grady Odrzańskie - > Las Starachociński -> Most Bartoszewicki -> Wyspa Opatowicka -> Bierdzany -> Książe Małe -> Tarnogaj. Droga odziwo, idzie bez większych przeszkód (mam bardzo niedokładną mapę). Bez większego problemu odnajduję kładki i przejeżdżam przez Śluzy. Na Wyspie Opatowickiej wspominam ostatni czas jak tu byłem… Dalej droga prosta. Myślami jestem już przy kanapkach, których, zapomniałem wziąć z domu.  




Po zrobieniu zdjęcia wieży, na Bierdzanach, dostrzegam oklejoną Ładę Nivę, która zatrzymuje się przy mnie! Panowie (z ochrony) są nieprzyjemni i napawają się swoją władzą:

- Teren zakładowy (ujęcie wody podziemnej), spieprzaj z stąd albo dzwonię po municypalnych i mandat 200zł. (tak w skrócie)

Próbuję z nimi normalnie pogadać (często sam prowokuję żeby "dozorca" jakiegoś obiektu mnie zaczepił, można wtedy porozmawiać, uzyskać ciekawe informację lub nawet napić się wódki. Przykładu daleko szukać nie trzeba.). Niestety na marne. W odpowiedzi na moja prośbę, o doradzenie najszybszej drogi na Tarnogaj odburkują: Międzżecka -> Na Niskich Łąkach -> Krakowska -> Armii Krajowej. o_O "Konwojują" mnie z powrotem na Opatowicką. W duszy ich klnę i wytaczam (ostateczną już) trasę : Opatowicka -> Las Rakowiecki -> Kładka Siedlecka -> DOM!!! 


Dzień udany. Nie trzeba dużych pieniędzy i odległych wypadów by zobaczyć coś ciekawego. Na Bierdzany będzie powrót ;]. Dziękuje Webiemu za doradzenie kierunku i Tomkowi za kliszę.  


Tarnogaj village

Październik`11 - "Moje Bieszczady czyli Trzech Crosarzy" - Tatry, Żywiecki, Sowie

Relację zacznę cytatem z I84 :

„O Bieszczadach marzę od dawna- i to właśnie o tych jesiennych...”

Plan powstał w Poznaniu. Szybki i treściwy. Bieszczady!. Skład : Ja, Sauka, Kiki. Po ślubie mojego brata do załogi dołączył Dastin. W sumie to był zarys, który kształtów nabrał dopiero na miejscu, u mnie we Wrocławiu. Przeliczenie gotówki, pożyczki i zadłużenia. Już wtedy każdy z nas wiedział że do Ustrzyk Górnych jeśli dojedziemy to totalnie spłukani ale co tam namiot jest można jechać! Po głębszym przemyśleniu sprawy postanawiam zrezygnować z jednego członka załogi którym jest mój pies Sauka (to była bardzo dobra decyzja) : ( . Z każdym kilometrem w stronę Krakowa plan nabierał rumieńców. Najpierw radio: „…pierwszy śnieg w Beskidach i Bieszczadach…” później auto Corsa które zamiast planowanych 6l/100km spalało blisko ósemki. Modyfikacja planu polegała na zmianie trasy z Ustrzyk na Zakopane. Kiki spisał się dzielnie i załatwił nocleg w bardzo przyjemnej cenie na „Campingu Pod Krokwią”. Wstępnie po kilku dniach w Tatrach chcieliśmy jechać dalej na Beskid Sądecki. Na miejsce dojechaliśmy o w miarę sensownej porze, która pozwoliła się spokojnie zadomowić i zdobyć pobliski Nosal (1206npm). 



W nocy pada deszcz, w górach z pewnością śnieg. My w przytulnym kamperze pijemy herbatę z prądem Poranek wita nas mgliście. Plan na dziś: Murowaniec! a potem się zobaczy. Pomimo niesprzyjającej aury ochoczo idziemy na szlak. Śniegu ok. 30cm, świeży, mokry i niezwiązany z podłożem. Cały czas idziemy w chmurze. W połowie drogi do schronu, z powodów osobistych Dastin musi zawrócić i udaje się na stację PKP. My idziemy dalej. W Murowańcu odnowa. Zmiana ciuchów, suszenie, popasik i mega mocna kawa : ) Całą drogę Kiki wspomina że chce zrobić „drogę pokutną” i musi dziś dostać po dupie. Rozważam Kościelec Mały. Na papierosie, podczas obserwacji aury szybko wybijam sobie ten plan z głowy i postanawiamy wejść żółtym szlakiem na Kasprowy. To była (kolejna) dobra decyzja. Wzmaga się wiatr, silny i zimny, śnieg po kolana a trasa słabo przetarta. Na Kasprowy docieramy w miarę szybko ale totalnie zmęczeni i głodni (całą trasę dajemy sobie sygnały głosowe, widoczność ok. 15m a ja wydarłem do przodu). Kolejny popasik, szuszenie i zmiana ciuchów. Tym razem czujemy się jak z innej planety pośrodku szpilek, kozaczków i marynarek ale jest sucho i git! Badamy siły i po chwili wątpliwości ruszamy szlakiem zielonym w kierunku Kuźnic.  






W konkursie na obuwie wierzchniowe wygrywają: Trzy nastolatki idące późną porą na Kasprowy zielonym szlakiem w trampkach i obcisłych dżinsach. : )

Po odejściu Dastina (i jego funduszu paliwowego) wiemy już na 100% że znów Bieszczady nie będą nam dane. Szybki telefon do cywilizacji (dzięki Natalia ; ) i wiemy że jutro ma być ostatni pogodny dzień w rejonie. W nocy rozważamy opcję. Ja wiem jedno: chce spojrzeć na Tatry z perspektywy kilkunastu kilometrów. Proponuję Pieniny a magazyn „n.p.m” Sokolą Perć. Jednak po „namowach” Kikiego (Który uparcie twierdził że Beskidy są: „płaskie, niewymagające i nudne!”) Stanowczo stawiam na Babią Górę. Całą trasę w stronę BPN szczyt schowany jest w chmurach. Na miejscu iście jesiennie. Zieleń, żółć, brąz. Im wyżej tym zimniej i więcej śniegu. Na głównej grani oblodzenia i bardzo silny wiatr, przez który na Babią docieram totalnie przewiany. Wszystkie niedogodności drogi wynagradza przejaśnienie. Z wierzchołka widać piękną panoramę zarówno Tatr jak i Beskidów. Wracamy tą samą drogą którą przyszliśmy. Autem zwiedzamy kawałek Słowacji a Babia Góra znów tonie w chmurach…. 







Babia Góra skradła mi serce. Muszę tam wrócić zimą z kuzynem!

W kamperze, przy grzanym Słowackim piwku obmyślamy plan na dzień następny: zobaczymy pogode! I zdecydujemy!.W nocy pada nad ranem pada… w Corsie brak oleju a bena na wyczerpaniu. Kiki reanimuje auto, załatwia olej i inne płyny chłodnicze. Po telefonie do Fryty (który siedzi w Lądku Zdrój) dowiadujemy się że w Sudetach od jutra przejaśnienia. Z uwagi na aurę plan na Dolinę Kościeliskom odpada. Pakowanie, regulowanie rachunku i sru w Piz du. Kraków -> Strzelin -> Dzierżoniów -> Jugów. Do Zygmuntówki docieramy w totalnej mgle, bez mapy na czuja po ciemku. O samym schronisku i górach Sowich nie będę się rozpisywał. To po prostu jest esencja mojego górskiego łazikowania. Klimat, kominek i domowa atmosfera. Od rana wita nas ładna pogoda z odrobiną zachmurzeń. Cel bardzo luźny: idziemy na grzyby w kierunku Wielkiej Sowy. Po bardzo udanym spacerze wymieniamy ostatnie rozmowy z właścicielem. Namawiamy go żeby przedłużył dzierżawę zjadamy jego pyszne naleśniki i ruszamy w stronę Wrocławskiej cywilizacji…  




I tak po raz kolejny w Bieszczady nie dojechałem.
I tak po raz kolejny kończę górską włóczęgę w Sudetach Wałbrzyskich.

Dziękuje wszystkim! Uniowi, Dastinowi, Kikiemu. Wszystkim!. Aby więcej takich przeżyć! 

Trochę zdjęć z cyfry :
Na Nosal


Kuźnice - Murowaniec - Kasprowy - Kuźnice



Beskid Żywiecki





  
nasz transport, główny kierowca i "biwak"




Sudety Wałbrzyskie

  






Corsa RULZ !
 

Październik`11 "Stadnie" Sudety Wałbrzyskie

 ...
Października dzień pierwszy.
PKP - Gofi - Andrzejówka - Rogowiec - Andrzejówka - Gofi - PKP
Kanonowo





Fot - Baha





...

Archiwum bloga

PRAWA AUTORSKIE

Zgodnie z ust. z dn. 4.02.1994 r o prawie autorskim i prawach pokrewnych, wszystkie fotografie umieszczone w tej galerii stanowią moją własność. Kopiowanie i rozpowszechnianie ich w jakiejkolwiek formie, bez mojej zgody, jest zabronione.